Nosorożec, gramofon i sztuczne morze czyli o filmie „A statek płynie” Federico Felliniego

Filmy Federico Felliniego przynoszą widzowi podwójną przyjemność – obcowania z prawdziwym dziełem sztuki, oraz dotknięcia pewnej radości życia, poczucia, że żadne okoliczności nie są na tyle złe, by nie móc się cieszyć z tego, że po prostu żyjemy. Wokół nas jest rodzina, możemy zjeść spaghetti, pójść do teatru, do kina, czy choćby posłuchać arii operowej. Tematami swojego filmu „A statek płynie…” z 1983 roku uczynił reżyser dwa toposy – miłość i śmierć. Miłość oznacza tutaj miłość do sztuki, a śmierć to nieuchronny schyłek starego świata, który musi się skończyć, bo stał się sztuczny, anachroniczny i daleki od wyzwań, które przynosi dzień dzisiejszy.

Narratorem filmu jest dziennikarz Orlando, który zwracając się wprost do kamery, relacjonuje rejs okrętu „Gloria N.” – wypływającego z włoskiego portu w lipcu 1914 roku.  Pasażerowie statku to w głównej mierze osoby związane ze światem opery, wyprawa ma charakter ostatniego pożegnania wybitnej śpiewaczki Edmei Tetui, której wolą było rozsypanie prochów o wschodzie słońca nieopodal wyspy, gdzie się urodziła. Rangę rejsu podnosi obecność Wielkiego Księcia von Herzog, wraz z jego świtą i niewidomą siostrą, graną przez wybitną tancerkę i choreografkę, Pinę Baush. Na statku zebrał się tłum ekscentryków, hołdujących swoim dziwactwom i przez to podtrzymujących iluzję świata, w którym żyją. Gdy trzeciego dnia rejsu zostaną skonfrontowani z grupą ubogich Serbów, uratowanych przez kapitana z tonących tratw, czują się z jednej strony zdemaskowani, a z drugiej zafascynowani witalnością pasażerów na gapę, którzy żywiołową muzyką i tańcem odpowiadają na trudne warunki, w których się znaleźli. Symbolicznym pasażerem jest też umierający z samotności i braku tlenu nosorożec (zbudowany przez scenografów Felliniego), który paradoksalnie jako jeden z niewielu przeżyje zbliżającą się katastrofę.

Film rozpoczyna sekwencja zaokrętowania pasażerów i towarów, nakręcona w stylistyce kina niemego. Widzimy zgiełk, podniecenie, lęk przed wyprawą. Fellini z poczuciem humoru ukazuje zachowania, które mogłyby rzeczywiście się wówczas wydarzyć – gapie ciekawsko łypią wzrokiem w obiektyw kamery, dwóch żołnierzy staje tyłem tuż przed operatorem, mężczyzna na siłę wchodzi w kadr, by zostać uwiecznionym na taśmie. Sam tytuł filmu wraz z nazwiskiem reżysera zostaje przedstawiony na planszy z początków kina. Wraz z finałem, w którym twórca pokazuje całą kuchnię filmową – scenografię wraz z ekipą – początek filmu stanowi list miłosny do kina jako sztuki, która potrafi zatrzymać czas, i tworzona jest wysiłkiem dużej grupy ludzi (reżyser nie zapomniał nawet o fotosiście!). W dodatku jeden z miłośników talentu Tetui ogląda w kajucie kilka ujęć z jej udziałem za pomocą domowego projektora, by w ten sposób zatrzymać ją przy sobie.

Z kolei miłość Włochów do opery najlepiej wybrzmiewa w scenie, której akcja toczy się w kotłowni statku – kapitan zaprasza tu śpiewaków, by obejrzeli okręt od środka. Na prośbę umorusanych, spoconych od pracy i gorąca maszynistów, by jedna z gwiazd zaśpiewała arię, rozpoczyna się niezwykła rywalizacja obecnych artystów. W nieprzyjaznych dla głosu warunkach, pośród węglowego pyłu, wysokiej temperatury i stuku maszyn, śpiewacy toczą między sobą bój o uznanie ze strony zapatrzonych w nich robotników, śpiewając na zmianę „La donna e mobile”.

Reżyser jako narratora wybrał osobę, która nie należy świata opery. Orlando jest przeganiany z miejsca na miejsce, wydaje się być jedynie tolerowany przez skupionych na sobie artystów. Nie ma ani siły przebicia, ani charyzmy, a jednak przez cały czas znajduje się w centrum wydarzeń. W jednej z pierwszych scen filmu dziennikarz przymierza kapelusze przed podróżą, w których do złudzenia przypomina Federico Felliniego. Reżyser poprzez postać Orlando zdaje się mówić widzom: „Nie jestem ani najzdolniejszy, ani najprzystojniejszy, moją rolą jest opowiedzenie o tych wszystkich dziwactwach, których jestem tu świadkiem”. Dzięki talentowi Felliniego mamy szansę spojrzeć na siebie z dystansem i pobłażliwym uśmiechem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi