„Bliskie spotkania trzeciego stopnia” jako podróż do Źródła

W roku setnych urodzin Stanisława Lema warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki filmowcy mierzyli się z tematami podejmowanymi przez tego pisarza – miejscem człowieka we wszechświecie, próbą podboju Kosmosu, czy relacją z przedstawicielami innych cywilizacji. Cechą charakterystyczną prozy Lema było poczucie humoru oraz głęboki namysł nad naturą ludzką – dwie składowe, których często brakowało filmom podejmującym podobne tematy. Gatunek science – fiction, istniejący od narodzin kina, musiał poradzić sobie z dosłownością obrazu filmowego i ograniczeniami technicznymi, które często nie nadążały za wyobraźnią twórców. Na przeszkodzie stała też utopijna wiara (z którą w swych utworach walczył Lem), że w Kosmosie wszystko działa bez zarzutu, przyszłość jest sielankowa, a człowiek nowej ery pozbyty jest wszelkich przywar. Jedną ze strategii, którą wybierali reżyserzy, był wybór fantastyki do ukazania podróży człowieka w głąb siebie. Tak właśnie uczynił Steven Spielberg w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia”.

Film opowiada o niezwykłych doświadczeniach, które są udziałem trzydziestoletniego Roya – pracownika elektrowni, męża i ojca trójki dzieci. Podczas nocnej jazdy samochodem jest on bezpośrednim świadkiem wydarzeń związanych z pojawieniem się UFO. To doświadczenie jest w nim tak silne, że od tej pory nie może myśleć o niczym innym. Roy czuje się przywoływany przez tajemniczą siłę, nie ma jednak żadnych narzędzi, by sobie i innym wytłumaczyć, co tak naprawdę się wydarzyło. Gdy, ogarnięty imperatywem tworzenia sobie tylko znanego dzieła (nawiązującego kształtem do góry widzianej w wewnętrznej wizji), łamie zasady życia rodzinnego i społecznego – opuszczony przez żonę decyduje się wybrać tam, gdzie prowadzi go wewnętrzny głos. Na szczycie góry doświadcza spotkania naukowców z przedstawicielami cywilizacji pozaziemskiej, przez których zostaje bardzo przyjaźnie przywitany, po prostu jak swój.

Rozpatrując film w kluczu duchowym, jest to opowieść o spotkaniu ze swą prawdziwą naturą, rzeczywistością nadprzyrodzoną, której istnienia się tylko domyślamy. W scenie, w której pierwszy raz poznajemy Roya, reżyser pokazuje nam najpierw dziecinne zabawki, w tym elektryczny pociąg, który się wykoleja. Daje tym samym do zrozumienia, że życie, które prowadzi Roy, nie jest życiem prawdziwym, jest jego namiastką, odbiciem, tak jak zabawkowa lokomotywa jest tylko niepozornym odwzorowaniem prawdziwej lokomotywy.

Jak można opisać doświadczenie spotkania UFO przez Roya? Jest ono prawdziwe, dzieje się w fizycznej rzeczywistości (części mechaniczne samochodu wariują, Roya oślepia światło), jest niespodziewane, Roy jest w nim osamotniony (nie ma przy nim nikogo, kto mógłby potwierdzić prawdziwość zdarzenia), jest fascynująco piękne (kolorowe światła) i przerażające zarazem, wreszcie pozostawia na ciele Roya znak w postaci opalenizny połowy twarzy. Od tej chwili Roy jest już innym człowiekiem, dla którego sprawy „ziemskie” przestają mieć znaczenie. Dobrze ilustruje to scena, w której Roy w środku nocy postanawia pokazać rodzinie niecodzienne zjawisko. Gdy żona zaczyna go całować, chcąc wykorzystać chwilę bliskości, oczy Roya błądzą po nieboskłonie, szukając niecodziennych świateł.

Doświadczenie to daje też Royowi ogromną siłę do poszukiwania na własną rękę przyczyn niespotykanego zjawiska. Bohater zachowuje się niczym kliniczny przypadek hipomanii – jest nakręcony, nie baczy na to, co pomyślą inni. Siła ta potrzebna jest, by sforsować mur w postaci wojska, chroniącego wszelkimi środkami dostępu do tajemniczej góry, gdzie Roy dostąpi najwyższego wtajemniczenia w sprawy pozaziemskie.

Spotkanie człowieka z UFO kreuje Spielberg w swoim filmie w dwojaki sposób – przez pierwszą połowę filmu za pomocą środków właściwych filmom grozy, by w finale przejść do pełnej zachwytu pieśni nad pięknem obcej cywilizacji. Oglądając film miałem wrażenie, że sposób, w jaki zachowują się statki kosmiczne wzorowany jest na zachowaniu grupy wielorybów. Są ogromne, z daleka wzbudzają strach, po bliższym poznaniu wydają się być bardzo delikatne, a melodie przez nich wygrywane – piękne.

Tym, co również ujmuje w wyborze bohatera jest fakt, że jest on jednym z nas. UFO nie wybrało na swojego ziemskiego przyjaciela specjalisty od spraw pozaziemskich, ani osoby o niespotykanych zdolnościach technicznych. Zwyczajny tata, który nie potrafi zagonić dzieci do łóżek, zostaje wybrańcem i musi sobie z tym poradzić. Myślę, że Stanisław Lem nie szczędziłby złośliwych komentarzy wizji świata i Kosmosu przedstawionej w filmie „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. Mnie ona całkowicie przekonuje i każe z nadzieją patrzeć na 2021 rok – w końcu ogromne statki kosmiczne, które spowodowały paraliż kilku hrabstw, okazały się w finale naszymi sprzymierzeńcami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi