Piwo i salceson czyli znany aktor w pułapce

Sąsiad może poratować przysłowiową szklanką cukru bądź chwilową opieką nad dzieckiem,  albo też zamienić życie w piekło głośnym remontem lub zbytnim zainteresowaniem naszym życiem. Są też sąsiedzi – duchy, o których istnieniu dowiadujemy się z klepsydry wiszącej na drzwiach do klatki schodowej. Takim sąsiadem był dla Daniela na pozór jowialny Bruno, który ujawnił się w jego życiu nagle pod postacią miłego, spokojnego, o twarzy – podobnej – do – nikogo bywalca pustego baru „Jak u Mamy”. W momencie, gdy odnoszący sukcesy aktor stara się o rolę, która może potwierdzić jego pozycję na międzynarodowym firmamencie – otrzymuje cios w splot słoneczny od nijakiego z pozoru mężczyzny. Cios, który może okazać się śmiertelny, bo tak jak strzała zatruta kurarą, doprawiony jest bezwzględną prawdą o życiu Daniela.

Reżyserski debiut niemieckiego aktora Daniela Brühla „Jedenaste: znaj sąsiada swego” ma w sobie coś z kina Romana Polańskiego. Oto w zamkniętej przestrzeni spotyka się dwóch skrajnie różnych mężczyzn, którzy toczą ze sobą pojedynek o dominację. Daniel staje do tej walki uzbrojony w sławę popularnego i majętnego aktora, Bruno zaś reprezentuje szarego człowieka, a jego bronią staje się poczucie krzywdy, rzekomo wyrządzonej jego ojcu przez Daniela, i tajemna wiedza o jego życiu, do której ma dostęp jako pracownik bankowej infolinii. Pewny siebie Daniel dość szybko zdaje sobie sprawę, że przeciwnik, którego nie ceni, może wywrócić jego dotychczasowy świat do góry nogami.

Daniel Brühl w swym filmie zwraca uwagę na dwa aspekty współczesnego świata, które wydają się nam naturalne, które jednak w swojej istocie mogą stanowić ogromny problem w dotarciu do prawdy o sobie i zaburzyć kontakty z innymi. Pierwszym z nich jest sława jako pewna sfera życia, która – jeśli człowiek się w niej znajdzie – obleka swoim złotym płaszczem wszystkie inne dziedziny i powoduje, że człowiek patrzy na swoje życie tylko i jedynie przez pryzmat kolorowych okładek w magazynach lub oczami fanów, proszących o autograf. Wszystkie niechciane emocje, takie jak samotność, smutek, brak poczucia bezpieczeństwa czy potrzeba bycia kochanym zostają zepchnięte pod czerwony dywan. Filmowy Daniel świetnie sobie radzi w roli „znanego i lubianego aktora”, i nie potrafi dostrzec, że jego rzeczywistość posiada też inne odcienie. Dopiero spotkanie z sąsiadem, który potajemnie uczestniczy w jego życiu, powoduje, że spadają kolejne maski i ukazuje się twarz człowieka, którego tożsamość jest tylko ledwie zarysowana.

Drugim tematem, który wybrzmiewa w filmie Brühla, jest brak anonimowości we współczesnym świecie. Skoro zwykły berlińczyk może mieć dostęp do prywatnego życia znanego aktora, kto może czuć się bezpieczny? Daniel, który pozując do zdjęć i rozdając autografy hojnie szafuje swoim wizerunkiem znanego aktora, czuje się jednocześnie nagi i bezradny wobec informacji, które Bruno zebrał o jego rodzinie tylko na podstawie wyciągów bankowych. W wiecznym pędzie, z telefonem komórkowym w dłoni Daniel myśli, że walczy o kolejne stopnie filmowego wtajemniczenia, gdy tymczasem rujnuje powoli swoje życie i oddaje je w ręce innych ludzi.

Ogromnym walorem filmu jest jego lekki ton, w którym reżyser opowiada o ważnych sprawach. Daniel Brühl, w sposób autotematyczny dzieląc się z widzem swoimi przemyśleniami na temat zawodu aktora, pozostawia jednocześnie otwartą furtkę – „to tylko film”.

One Reply to “Piwo i salceson czyli znany aktor w pułapce”

  1. Arek pisze:

    Bardzo rzadko widzę filmy które dotyczą współczesnych problemów, a ten właśnie je porusza. Liczę na to, że zobaczę ich więcej. Dzięki za polecenie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi