Kto zapłaci za mięso i jaja czyli o filmie „Bo we mnie jest seks…”

Autorki filmu „Bo we mnie jest seks…” pokusiły się o rzecz niezmiernie trudną – stworzenia filmowej biografii osoby nietuzinkowej i dla wielu kontrowersyjnej, i ukazania jej wewnętrznego piękna, które sama skrzętnie ukrywała pod maską niespotykanej wówczas wśród kobiet wulgarności i braku obyczajowych zahamowań. Kalina Jędrusik w filmie Katarzyny Klimkiewicz jawi się jako barwny motyl na tle innych kolorowych stworzeń (elita kulturalna filmu i telewizji lat 60 – tych), osoba silna i krucha jednocześnie, świadoma swej wartości, a zarazem podległa autorytetowi otaczających ją mężczyzn, w szczególności męża Stanisława Dygata.

Telewizja w latach sześćdziesiątych stanowiła nie tylko okno na świat, była też źródłem rozrywki dla osób, które stać było na drogi wówczas odbiornik. „Kabaret Starszych Panów” ze swoim purnonsensowym humorem uosabiał inną rzeczywistość – pełną wdzięku i gracji, pozwalał też spojrzeć na sprawy damsko – męskie z dużą dawką liryzmu i przymrużeniem oka. Choć wiele scen i piosenek kultowego już dziś programu przeszło do legendy, zawsze wśród historii z nim związanych pojawia się nazwisko aktorki wcielającej się w postać Jesiennej Dziewczyny.

Filmowa Kalina Jędrusik jest osobą wielkiego formatu, rozsadzającą sobą wszelkie ramy, w które próbuje ją wtłoczyć otaczający świat. Pełna seksapilu i wewnętrznej wolności kieruje się własnym kodeksem moralnym, który za nic ma konwenanse i opinie innych ludzi. Rozdarta między mężczyznami, których kocha, podziwiem wielbicieli, a chęcią bycia dobrą żoną, matkująca dzieciom sąsiadki, szukająca wśród scenografii do programu telewizyjnego kontaktu z Absolutem – jest osobą, która dając radość innym, skazana jest na samotność i cierpienie.

Autorki filmu zbudowały świat bajkowy, w którym Warszawa lat 60 – tych jest kolorowa i rozśpiewana, niczym pocztówka dźwiękowa, którą można było nabyć na bazarze Różyckiego. Powołując do ekranowego życia ówczesne relacje międzyludzkie (np: przyjaźń Stanisława Dygata z Tadeuszem Konwickim, czy Kaliny Jędrusik z Xymeną Zaniewską) twórcy odwołują się do klasyków polskiego kina, takich jak „Salto” czy „Bariera”. Ogromne brawa należą się odpowiedzialnej za casting Marcie Kownackiej, która z ogromną precyzją obsadziła nawet najmniejszą rolę.

 Wyzwaniem było nakreślenie takiej postaci Kaliny Jędrusik, która łączyłaby w sobie w odpowiednich proporcjach dawkę realizmu i legendy związanej z aktorką. Film „Bo we mnie jest seks…” stanowi przykład udanego dzieła, w którym prawda o bohaterce przebija się przez ekran i trafia prosto do serca widza.

One Reply to “Kto zapłaci za mięso i jaja czyli o filmie „Bo we mnie jest seks…””

  1. Arek pisze:

    Muszę potwierdzić, że produkcja faktycznie jest poruszająca. Bardzo dobry opis z Pana strony!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi