Spontaniczna wyprawa do Ejlatu czyli o filmie „Oto my”

Golenie twarzy jest czynnością intymną. Mycie, namydlanie, dokładne lub pospieszne ruchy ostrzem z włosem i pod włos, wycieranie resztek piany i wklepywanie w gładką skórę środka kojącego. Dawniej związane z bólem i wykorzystaniem odpowiednich rekwizytów – mydła, pędzla, brzytwy, dziś zostało zredukowane do wersji instant – pianki w sprayu i jednorazowej maszynki. Szczęśliwy, komu ojciec pokazał krok po kroku, jak należy sprawnie wykonać wszystkie gesty, by dojść do efektu bez ran ciętych. Takim mentorem dla swojego syna jest Aharon, bohater izraelskiego filmu „Oto my”.

Dwóch mężczyzn, żyjących pod jednym dachem, łączy wyjątkowa sztama. Wykonują wspólnie czynności dnia codziennego, odnajdując w nich radość i powód do złamania rutyny. Jest to o tyle konieczne, że syn jest autystykiem, wobec czego ojciec musi na bieżąco reagować na niecodzienne zachowania. Aharon wywiązuje się z tego zadania znakomicie, zachowując spokój i pogodę ducha. Okazuje się, że istnieje jedna rzecz, która jest w stanie wyprowadzić go z równowagi. Gdy matka Uriego (małżeństwo się rozpadło) znajduje dla młodego mężczyzny ośrodek opiekuńczy i podejmuje kroki prawne, by go tam umieścić, Aharon buntuje się przeciw tej decyzji. W jego sprzeciwie manifestuje się cała niedojrzałość i niezaradność życiowa, którą starał się ukryć pod powierzchnią oddanej opieki nad synem. Ukryć przede wszystkim przed sobą samym.

W filmie mamy do czynienia z obrazem idealnego taty, który zrozumie, ukoi, postawi granice, ale w ten sposób, by nie zburzyć łączącej więzi. Takiego, który wie o dziecku wszystko, o jego lękach, radościach, pasjach i smutkach. Taty twórczego, potrafiącego obrócić zbliżającą się katastrofę w żart i znajdującego wyjście z nadchodzącej opresji. Jednocześnie jest to obraz mężczyzny, który zapomniał o sobie samym, swoim miejscu w społeczeństwie, także o swoim ogromnym talencie. Mężczyzny, który na własne życzenie wycofał się ze wszystkich ról – osoby zarabiającej na życie, kochanka, artysty. Gdy wizja przeprowadzki Uriego do domu dla autystyków staje się coraz bardziej realna, świat Aharona zaczyna tracić podstawę.

„Gdy walą się fundamenty, cóż może zdziałać sprawiedliwy” – fragment Psalmu 11 dokładnie oddaje położenie, w jakim znalazł się Aharon. Bohater zabiera Uriego w podróż bez celu, byle uciec od tego, co nieuchronne. Jednym z miejsc postoju jest Ejlat, izraelski kurort nad Morzem Czerwonym, raj dla miłośników nurkowania i nocnego życia. Miasto, które oznacza zabawę, stanowi też symbol karnawału, zawieszenia wszelkich reguł, którym było podporządkowane dotychczasowe życie ojca i syna. Punkt, w którym znaleźli się bohaterowie, dobrze opisuje sekwencja dziejąca się w hotelowym basenie. Uri chce wyjść z wody za dziewczyną w bikini, która go pociąga. Aharon stanowczym gestem nie pozwala. W kolejnej scenie wklepuje w syna grubą warstwę kremu, by uchronić go od słonecznego oparzenia. Scena ta oznacza życie, przed którym ojciec stara się obronić syna, które jednak dopomina się o swoje prawa.

Film „Oto my” stanowi piękny hymn na temat relacji ojcowsko – synowskiej, wyzwań stojących przed rodzicami dorastających dzieci i roli mężczyzny w życiu społecznym. Utrzymany jest w pogodnym tonie, jak włoski przebój „Gloria”, stanowiący jego muzyczny leitmotiv.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi