Młody żonkoś mierzy się z przeszłością czyli o filmie „W samo południe” Freda Zinnemanna

„Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy czyniący nieprawość będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach. Wyjdziecie [swobodnie] i będziecie podskakiwać jak tuczone cielęta”.

Ten właśnie fragment z Księgi Malachiasza planuje przeczytać wiernym pastor  w miasteczku Hadleyville na Dzikim Zachodzie, ale musi przerwać po pierwszym zdaniu. Drzwi świątyni otwierają się i w sam środek nabożeństwa wkracza były już szeryf miasteczka. Szuka mężczyzn do pomocy w starciu z bandą Franka Millera. Po krótkim hurraoptymizmie, debacie, czy warto i wątpliwościach pastora, wychodzi sam.

Film Freda Zinnemanna z 1952 roku stanowi niezwykły obraz wierności człowieka przekonaniom, na przekór innym i zdrowemu rozsądkowi. Jest to też opowieść o małżeństwie, a przede wszystkim o tym, że aby być dobrym małżonkiem, trzeba najpierw stawić czoła własnej przeszłości.

Szeryf Will Kane, kilka chwil po tym, jak poślubił piękną kwakierkę Amy Fowler, złożył gwiazdę i planuje wyjechać z miasteczka, otrzymuje wiadomość, że z więzienia wypuszczono Franka Millera, do którego aresztowania kiedyś się przyczynił. Wierność wizji tego, kim się jest (obrońcą miasteczka Hadleyville) każe mu zostać, bez względu na opór żony i mężowskie obowiązki, tym bardziej, że ziomkowie Millera są już w mieście. W tle tej decyzji znaleźć możemy też chęć definitywnego zakończenia relacji z Helen Ramirez (która była też kobietą Franka Millera), oraz udowodnienie młodszemu koledze, kto tak naprawdę zasługuje na to, by nosić gwiazdę szeryfa.

Od momentu podjęcia decyzji o pozostaniu na posterunku do finałowej bitwy Willy Kane jest sam. Musi zmierzyć się z faktem, że jego sława dobrego stróża prawa nie pociąga za sobą nikogo, kto chciałby ryzykować życie dla innych. Mieszkańcy miasteczka, zamknięci w saloonie lub kościele, stanowią masę, która biernie przygląda się poczynaniom Kane’a. A sam Kane nie potrafi użyć argumentów, które pomogłyby mu zwerbować tych, na których mu zależy.

Film rozgrywa się w przestrzeni, gdzie wszyscy się znają i większość miejsc ma status publicznych – oprócz opuszczonej stajni, do której chroni się Kane w momencie największych wątpliwości. To tutaj stacza pierwszą bitwę ze swoim byłym zastępcą Harveyem Pellem, który chciałby zmusić go do ucieczki. Stajnia stanowi symbol najbardziej skrytego miejsca w sercu Kane’a, do którego dostęp ma tylko on. Bójka z Pellem to moment przyznania się przed sobą do strachu i próba zmierzenia z nim. W stajni Will Kane chroni się też w czasie finałowej bitwy przed strzałami bandy Millera. Dopiero podpalenie jej przez bandytów powoduje, że szeryf uwalnia konie i galopując na grzbiecie jednego z nich opuszcza płonącą kryjówkę. Ta brawurowa ucieczka może symbolizować wewnętrzną siłę Kane’a, która ujawniła się w momencie największego zagrożenia.

Finał filmu stanowi jedną z piękniejszych opowieści o miłości. Oto Amy Fowler, przez cały film miotana wątpliwościami i próbująca zrozumieć motywy męża, przeczuwająca, że być może nie jest najważniejszą kobietą w życiu Kane’a, słuchająca krytyk pod jego adresem – łamie swoje silne purytańskie zasady i zabija jednego z napastników, czym toruje Kane’owi drogę do zwycięstwa. Amy jest przy swoim mężu w chwili, gdy najbardziej tego potrzebuje, i daje dowód ogromnej wierności przysiędze małżeńskiej, w skrajnie niesprzyjających dla siebie okolicznościach, które nastąpiły już półtorej godziny po samej ceremonii.

Film Freda Zinnemanna to klasyczny western, w którym bohaterowie muszą stawić czoła nie tylko oprychom, ale też gnuśności małej społeczności, i sobie samym. Jest to walka na śmierć i życie, ale tylko taka walka ma sens.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi