Kilka słów o filmie „Jak Bóg szukał Karela”

Wśród wielu zjawisk, którym przyglądają się dokumentaliści, bardzo rzadko można znaleźć poważnie potraktowany temat osobistego przeżycia religijnego. Ekrany festiwalowe roją się od szczerych wypowiedzi dotyczących nawet najbardziej prywatnej sfery ludzkiej egzystencji, jednak aspekt wiary człowieka w rzeczywistość transcendentną traktowany jest po macoszemu.  O wiele łatwiej skupić się na obyczajowości (chociażby uroczystości chrztu, czy komunii świętej), obśmiać ją lub pokazać jako folklor, niż zadać widzom i sobie pytanie: kim jestem? w Kogo wierzę?

Para czeskich reżyserów w stylizowanym dokumencie stara się pokazać polską religijność  masową poprzez wybór jej najbardziej jaskrawych form.  W tle tej parady osobliwości rozgrywa się cichy dramat głównego bohatera, Karela, który – jak informują napisy końcowe – poprzez dokonany wybór odnalazł Boga, a raczej dał się Mu poprowadzić. Film ma formę kina drogi, podczas którego ekipa pod wodzą reżysera Karela pyta napotkanych uczestników wydarzeń i osoby duchowne o życie religijne. Zmontowane odpowiedzi układają się w jasną tezę – Polacy wierzą, są gorliwi, ale wiara ta jest czysto rytualna. Głos i obraz rozmówców jest często zniekształcony, co dodaje filmowi waloru dziennikarskiego śledztwa. Reżyser nie oczekuje głębokich odpowiedzi, zadowala się tym, co otrzymuje, wręcz boi się prawdziwej rozmowy, swoje żale wylewając przed ekipą podczas wieczornych spotkań. W jednej ze scen, organista z Lichenia przekonuje Karela, że skoro lubi seks, w tym także jest Bóg – Karel wycofuje się: „Nie będę rozmawiał  w kościele o seksie”. Nagromadzenie groteskowych (z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora) zachowań katolików powoduje, że film przypomina fotografię z uroczystości rodzinnej, nie tę jednak, gdy ładnie ubrani uczestnicy wdzięczą się do obiektywu, lecz tę, w której fotograf uwiecznił moment pałaszowania bigosu – cioci rozmazała się szminka, wujek wyciera wąsy z sosu, pan domu otwiera szeroko buzię, by pochłonąć wielką, spadającą z widelca, porcję. Taka rzecz ma miejsce i fotograf ma prawo ją zdokumentować. Pytanie brzmi – czy jest to cała prawda  o tej rodzinie?

W tym korowodzie śmieszności i dziwaczności co najmniej dwie sceny wybijają się na niezależność. Pierwsza to spowiedź Karela (która nie jest sakramentem, ponieważ Karel nie jest ochrzczony). Reżyser, otoczony do tej pory ekipą filmową, klęka samotnie na stopniu konfesjonału i przyznaje, że nie był zbyt dobry dla żony i przez niego rozpadła się rodzina. Wyznanie to przepełnione jest smutkiem, poczuciem winy, a jednocześnie nadzieją, że być może jest jeszcze jakieś światełko w tunelu.

W innej scenie ekipa filmowców wizytuje rodzinę słuchaczy Radia Maryja. Pani domu jest osobą otwartą na rozmowę, nie wstydzi się lojalności wobec Radia, spokojnie tłumaczy reżyserowi swój punkt widzenia. Przy obficie zastawionym stole siedzi jej kilkunastoletnia córka, która wtóruje mamie. Rozmowa toczy się wokół tradycji, zagrożeń dla rodziny, mama i córka zgadzają się we wszystkim. W pewnym momencie córka zaczyna czytać ulotkę, która piętnuje „ideologię gender”. Dziewczynka czyta z przekonaniem, odkłada ulotkę. Mama pyta: „wiesz, co to znaczy?”. Zapada głucha cisza.

Sceny te dotykają, moim zdaniem, istoty problemu, o którym opowiada film. Człowiek szuka  Boga w swojej samotności  i kruchości własnej egzystencji, potrzebuje oparcia, otuchy i nadziei, bo nie radzi sobie nie tylko z problemami świata zewnętrznego, ale też własną małością. W tym wewnętrznym poszukiwaniu każdy z nas idzie własną ścieżką, jeśli traktuje swoje życie duchowe poważnie. Jednocześnie wiara powinna być rozumna, nie może być tylko bezrefleksyjnym odruchem, bo wtedy staje się martwa i może stać się zagrożeniem dla drugiego człowieka i wewnętrznej wolności. Czescy filmowcy ukazali nam w krzywym zwierciadle najbardziej zewnętrzną warstwę tej rzeczywistości. Kto chce się pośmiać, na pewno znajdzie tu powód do śmiechu, kto chce rzucić kamieniem, powodów znajdzie tysiąc, niech każdy z widzów sam przeżyje film „Jak Bóg szukał Karela?” i odpowie sobie na pytanie: gdzie ja jestem w tej układance?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi